środa, 16 lutego 2011

dzieki Ci matko naturo, ze nie uraczylas mnie miseczka w rozmiarze D

Echo serca przyjemnym badaniem nie jest! Zwlaszcza gdy odbywa sie ono w szpitalu, gdzie praktyki odbywa stado swiezo upieczonych absolwentow AM'u. Moj biedy lewy cycuch zostal w dniu dzisiejszym wielokrotnie (bo przeciez najpierw pokazuje lekarz, potem probuja zoltodzioby i jeszcze sprawdza pan profesor) zgwalcony echokardiogramem. Juz mi sie pojawily krwiaki :(, a biustowy celibat zostanie obwieszczony na nastepne kilka dni.

Najbardziej rozbawil mnie docek, ktory w trakcie wciskania mi cycka miedzy zebra spytal: "Boli?". Nie! Ja przeciez naleze do kola masochistow, a ten grymas na twarzy to efekt ekstazy! Czlowieku wyhoduj sobie biust, a potem go potrakuj imadlem to pogadamy..
Ja wiem, ze to nie wina lekarzy, ze badanie wyglada tak a nie inaczej, ale czy naprawde musialo na mnie cwiczyc pol szpitala?!

No dobra! pomarudzilam, a teraz konkrety... Okazuje sie, ze te szmery to nic powaznego - ja zwyczajnie tak mam. To sie nawet jakos ladnie nazywa, ale niestety na chwile obecna jestem w stanie podac jedynie grecka terminologie. Reasumujac: przeciwskazan do IVF'u nie ma :)

poniedziałek, 14 lutego 2011

post dla "malej zuchwalej"

Mala!

Nie moge u Ciebie komentowac wiec ten post jest specjalnie dla Ciebie, zeby powiedziec Ci:

1. Dzizas! "beta 2908 wroce, ale po wizycie serduszkowej", ales zaszalala! Troche mnie na blogu nie bylo, ale beta jest jak sie patrzy! Szalejesz! Gratulacje!

2. A ni mi sie waz zamykac bloga! Olej jakiegos niewydarzonego trollowego dziada!

Buzka

"stworzenie" zycia wersja skrocona

Wczoraj w nocy wrocilismy z Syros :). Fantastyczna wyspa choc "zwiedzilismy" ja w biegu. Efekt wizytacji jest taki, ze moge sie pochwalic zabukowaniem kosciolka na 18/06/11, co jest calkiem fajne, bo to nasza 7 rocznica wiec wszystko bedzie latwiej pamietac.
Weekend generalnie mielismy bardzo intensywny (w kwesti zalatwiania spraw slubowych jak i rowniez w temacie seksualnie wyglodzonych humbakow ;) ) takze ukontentowani jestesmy w 100%.
* * *
Przed chwila wrocilam z kontrolnego USG. Plan wojenny zostal ustalony i wojska odpowiednio ulokowane. Jako, ze dzis jest 19 dzien brania pigulek, hormonki beda musialy troszke poczekac tj.
1. koncze brac pilsy
2. czekam na jasnie szanowna @
3. pierwszego dnia wizytacji odpoczywam
4. drugiego dnia zaczynam DARONDE
5. 3 dnia @ zaczynam z 200 jednostkami Puregonu (wraz z Daronda)
6. Piatego dnia brania Puregonu ide na podgladanie i musztre

Jednym slowem teraz bedzie krotki protokol i zaczynac bede z dawka, na ktorej skonczylam poprzednim razem - miodzio.

czwartek, 10 lutego 2011

system binarny

Jestem po pierwszym mierzeniu sukien slubnych i niestety...pupy nie urywa. Biorac moja nieznosna ocene wszystkiego w systemie zero jedynkowym, absolutna niedziewczecos i podejcie "blagam tylko nie przymiarki" nawet nie bylo tak zle. Wydaje mi sie, ze pomogl bardziej fakt, ze poszlam ze znajoma, ktora byla niejako przygotowana na moje ekscesy i sama rowniez przymierzala suknie dla siebie. Ja nie moge powiedziec zeby zwalilo mnie z nog, a niestety tylko ta opcja gwarantuje sukces. Od zaraznia dziejow mialam podejscie na "tak" lub "nie" bez zadnych "nie jest zle", "moze", "w sumie fajne" itp. Jednym slowem wciaz czekam na jakis ciekawy okaz sukienki.

Nastepna wyprawa we wtorek :|. Chyba sie przed wyjsciem z domu upije.

A! pozytyw dnia: Jak zwykle rozbrajajaca siostrzenica Marysia (5 lat) vel. Marcin Robot uraczyla mnie jedna ze swych madrosci. Otoz tlumaczyla swojej starszej siostrze (8 lat), ze ma przestac jeczec, bo nikt w trakcie slubu nie bedzie do niej nic mowil (starsza nie jest zachwycona faktem, ze slub bedzie w Grecji, ale ona jest maly dzikus wiec to wszystko wyjasnia), bo przeciez:

"Jak sie ktos slubi to trzeba byc bardzo cicho"

wyglodniale humbaki

Zdaje sie, ze pomysl ze slubem w czerwcu byl nietrafiony. W zasadsie moge stwierdzic, ze strzelilismy sobie w stope. Polaczenie przygotowan do IVFu i slubu daje totalnie wybuchowa mieszanke... otoz nagle sie okazuje, ze nie mamy czasu podrapac sie w pupe i juz calkiem zapomnielismy co to jest seks. Prawie-malzu z pracy wraca o jakis chorych godzinach (ma wprowadzenie jakiegos nowego systemu w firmie). Ja po calym dniu biegania i zalatwiania roznych pierdol powieki podtrzymuje zapalkami. Generalnie rzecz biorac widzimy sie godzine dziennie i wtedy nasza komunikacja jest na etapie humbakow. Z braku sil jedyne co nam wychodzi to mruczenie i jeczenie.

Moze w ten weekend odpoczniemy. W ramach przedslubnych zwiadow poplyniemy na Syros... Moze tam sie uda zaseksic? Ja juz zupenie zapomnialam, ze to sluzy do czegos innego niz tylko siusiu...


czwartek, 3 lutego 2011

karma to suka

Jak to jest, ze kiedy przestaje Ci na czyms zalezec to nagle wszystko zaczyna Ci w tym temacie sprzyjac. Tak bylo z zareczynami, tak jest ze slubem i nagle sie okazuje, ze i z robota. W momencie gdy odpuscilam sobie poszukiwania i skoncentrowalam sie na prywatnym biznesie (tworzeniu go) oraz organizacji wesela i dzieciufa, ni z gruchy ni z pietruchy zaczynaja mi wpadac okazja za okazja.
Jeszcze brakuje zebym znienacka zaciazyla. Oj tak! Jak mialam czas i nie mialam, co z soba zrobic to naawet IVF nie pomoglo, a teraz gdy nie mam czasu w dp sie podrapac, a ciaze sobie (psychicznie) odpuscilam - to TERAZ WLASNIE pewnie sie uda... Jasna cholera! Ja naprawde nie wiem, jak zgram co drugo-dniowe wizyty u lekarza z robota.
Prawie-malz nie daje sie przegadac, ze moze poczekac z ta ciaza. Nakrecony jest jak ruski zegarek, a mnie to luzna fryta pachnie - taki slomiany ogien jestem. Jak sie cos nie udaje to sobie odpuszczam...

poniedziałek, 31 stycznia 2011

kryptonit

Wrocilam! Dlugo mnie nie bylo, ale mialam wizyte objazdowa w PLu i musialam wszystkich po drodze kurowac...mniejsza o to.

Wlasnie siedze w stercie papierow zwiazanych z organizacja slubu (teoretycznie ma sie odbyc w czerwcu tego roku) i nie moge sie odnalezc. Moj prawie-malz jest caly w skowronkach i juz wszytkim oglosil, ze sie zabieramy do planowania. Ja sie jakos do tego (oglaszania) nie wyrywam.

Ja nie wiem... moze ja jestem jakas niedziewczeco zmutowana. Drazni mnie totalnie to cwierkanie i ogolne podniecenie wszystkich w okolo. Codziennie dostaje z 15 maili z propozycjami sukienek, pytaniami itp i musze przyznac, ze niekreci mnie to bycie w centrum uwagi. A juz sama idea wybierania sobie sukni slubnej mnie oslabia - to dziala na mnie zupelnie jak kryptonit na supermana. Ja generalnie nie lubie robic zakupow ciuchowych, a juz TO to calkowicie nie moja liga.

Ponadto kumpela poinformowala, ze musimy sie umowic ta tzw. spotkania przymiarkowe. ZE CO?! Bleah... Probowala mnie przekonac, ze bedzie fajnie, bo bedziemy mialy oddzielny pokoj, panie beda nam serwowac kawke itp itd. - to dalo zupelnie przeciwstawny resultat.

Ja chyba naprawde jestem jakas dziwna! Na te wszystkie podniecone rozmowy i telefony od znajomych prawie-malza i moich mam ochote odpowiedziec "odprujcie sie!". Naprawde nie przesadzam - o tym jakim jestem niewdziecznych obiektem zakupowych eskapad mogla by powiedziec moja mama. Wlasnie mi sie w te swieta przyznala, ze juz od malego (tj. mojego) nienawidzila ze mna chodzic na zakupy.